JOMO na evencie biznesowym – radość z chwili offline

warszaty na konferencji

Trzecia prelekcja z rzędu, sala pełna, w kieszeniach wibrują powiadomienia. A w rogu, za parawanem, ktoś siedzi z zamkniętymi oczami w miękkim fotelu. Telefon leży ekranem do dołu. Po dziesięciu minutach ta sama osoba wraca na widownię – i pierwszy raz tego dnia faktycznie słucha. To właśnie JOMO na evencie: radość z tego, że jesteśmy w trybie offline.

Skrót pochodzi od angielskiego „joy of missing out” – przyjemności płynącej z bycia poza obiegiem. Przez lata królowało jego przeciwieństwo, FOMO, czyli lęk przed przegapieniem. Na konferencjach ten lęk przybiera postać napiętego grafiku, w którym każda minuta jest zagospodarowana, a uczestnik biega między sesjami z poczuciem, że i tak coś go ominie.

Dlaczego przebodźcowani goście to problem organizatora

Przeciętny uczestnik całodniowego wydarzenia siedzi, słucha i przetwarza informacje przez kilka godzin bez większej przerwy. Do tego dochodzą maile, czat firmowy i powiadomienia, które nie znikają tylko dlatego, że ktoś jest na konferencji. Efekt zna każdy event manager – po lunchu energia spada, sale pustoszeją, a wieczorna część integracyjna toczy się na resztkach sił.

Zjawisko ma już swoją nazwę: conference fatigue, zmęczenie nadmiarem bodźców na wydarzeniu. Im gęstszy program, tym szybciej uczestnicy przestają cokolwiek zapamiętywać. Paradoks polega na tym, że organizator dokłada kolejne atrakcje, żeby było „więcej wartości”, a dostaje grupę, która marzy o tym, by usiąść i nic nie robić.

Tu wchodzi JOMO. Zaplanowana chwila offline nie jest luką w agendzie – to element, który sprawia, że reszta programu w ogóle do kogoś dociera. Goście, którym dało się odetchnąć, wracają na salę bardziej obecni. I to oni pamiętają event dłużej niż tydzień.

tea bar jako atrakcja ne evencie biznesowym

Jak zaprojektować strefę JOMO na konferencji

Strefa relaksu na event korporacyjny to dziś nie kaprys, lecz rozsądny bufor w napiętym dniu. Wystarczy fragment sali lub osobne pomieszczenie – reszta dzieje się sama.

Najmocniej w ideę JOMO wpisuje się masaż dłoni na evencie połączony z prowadzoną medytacją. Masażysta pracuje na dłoniach i nadgarstkach – tych samych, które cały dzień stukają w klawiaturę i telefon – a spokojny głos prowadzi uczestnika w wyciszenie. Dziesięć minut wystarczy, by ktoś, kto wszedł rozkojarzony, wyszedł z głową wyraźnie lżejszą. To kameralny rytuał, który nie wymaga przebierania się ani leżenia na macie, więc świetnie sprawdza się nawet przy eleganckim dress codzie. 

Drugim filarem jest oddech. Warsztaty oddechowe na evencie dają coś, co każdy może zabrać ze sobą do biura: prostą technikę wyciszenia w cztery minuty, bez aplikacji i bez sprzętu. Krótka sesja prowadzona przez trenerkę potrafi zresetować całą salę przed popołudniowym blokiem.

Trzeci sposób na zwolnienie jest najsmaczniejszy. Tea bar na event zamienia przerwę w rytuał – ktoś parzy herbatę na oczach gości, dobiera zioła, opowiada o naparze. Sama czynność czekania na napar uczy cierpliwości lepiej niż niejeden poradnik. Jeśli szukasz konkretnych technik wyciszenia, znajdziesz je w naszym wpisie o pracy z oddechem i body scan na evencie.

Logistyka – co bierzemy na siebie

Strefę offline aranżujemy od początku do końca. Przywozimy fotele, sprzęt do masażu dłoni, oświetlenie oraz prowadzących sesje. Organizator zapewnia kawałek przestrzeni z dala od głównej sceny i dostęp do prądu. Jedna strefa obsługuje wydarzenia od 50 do kilkuset osób – krótkie sesje masażu dłoni rotują się przez cały dzień, a sesje oddechowe puszczamy w turach. Ty pilnujesz agendy, my pilnujemy, żeby goście mieli gdzie złapać oddech.

warsztaty oddechowe jako atrakcja na evencie biznesowym

Cisza, która zostaje w pamięci

Wbrew pozorom to spokojne miejsca generują na evencie najwięcej rozmów. Po masażu dłoni z medytacją ludzie wymieniają się wrażeniami w kuluarach, a strefa staje się punktem, do którego wracają. W ankietach satysfakcji to często moment oceniany najwyżej – 97% uczestników naszych aktywności wystawia im piątkę na pięć. Powód jest prosty: oferujesz coś, czego goście nie spodziewają się na wydarzeniu biznesowym, czyli pozwolenie na nicnierobienie.

JOMO na evencie biznesowym to nie ujmowanie programu, lecz świadome wpisanie w niego przestrzeni na regenerację. Uczestnik, który odłożył telefon i pozwolił sobie na chwilę spokoju, wraca uważniejszy, lepiej zapamiętuje treści i kojarzy wydarzenie z czymś przyjemnym. Jeśli planujesz konferencję lub galę i chcesz, by goście wynieśli z niej więcej niż zmęczenie – porozmawiajmy o strefie offline skrojonej pod Twój event.

pobierz bezpłatny przewodnik